Poziom wtajemniczenia: I
Data napisania: 3.12.2021
Autor: Ziemowit (ziemowit@osadaslowianska.pl – preferowany kontakt zwrotny)
Jestem realistą. Obserwuję stale, jak pętla zaciska się na szyi społeczeństwa. Można to porównać do gotowanej żaby, wiele osób jest już zagotowanych, nie wyskoczą z kotła. Ale dla wielu jest jeszcze szansa.
Nie mówię tu, że światem rządzi spisek. Światem w moim odczuciu rządzi chęć zysku, władzy i kontroli. Tak było zawsze, ale to wszystko obecnie jest monstrualne, na globalną skalę. Technologia, w wielu aspektach zbawienna dla nas, przyspiesza też akumulację kapitału i coraz doskonalsze metody kontroli.
Uzależnia się ludzi od konsumpcji, od kredytu, od małych dawek dopaminy. Powoli i konsekwentnie z dawniej dumnych łowców-zbieraczy dziś stajemy się jako gatunek rasą niewolników, co gorsza, nieświadomych swojego niewolnictwa.
Ten proces postępuje coraz szybciej. Dużym skokiem był 2001 roku, kiedy pod pozorem walki z terroryzmem wprowadzono inwigilację na wielką skalę. Kolejny przełom to rok 2020, kiedy pod pozorem dbania o zdrowie zagarnięto ludziom ogromny kawał wolności. Nie wiem co będzie kolejnym wielkim krokiem na tej drodze, ale będzie on bardzo zły dla naszej wolności.
Nasuwa mi się tutaj skojarzenia z pewną powieścią SF z lat 70 tych XX wieku. Autor opisuje w miej planetę, na której żyli ludzie. Ciężko pracowali, bo ciągle utrzymywano ich w strachu przez zewnętrznym zagrożeniem. Pod tym pozorem też panowało państwo policyjne oraz permanentna inwigilacja. Czasem dzielono ich, kiedy zbytnio się zjednoczyli. Pod koniec książki okazywało się, że cała ta planeta to kolonia niewolnicza, a ta aura zagrożenia jest sztucznie kreowana, jako skuteczne narzędzie kontroli całej ludności.
Z drugiej strony dostrzegam wiele zagrożeń, które mogą spowodować, że ten świat który znamy zawali się. Na przykład z powodu:
• globalnej zapaści ekonomicznej, wywołanej ciągłym drukiem pustego pieniądza
• katastrofy ekologicznej (wybuch elektrowni atomowej, wybuch wulkanu, jakiś ogromny wyciek z ropociągów...)
• koronalnego wyrzutu masy (Słońca) – jak w 1859 roku – który położy naszą elektronikę w kilka minut
• globalnej wojny
• powstania nowej, groźnej choroby
• kolizji z innym obiektem kosmicznym
• pewnie znasz inne, możliwe scenariusze...
Dlatego chciałbym zapewnić sobie i swoim bliskim możliwość przeżycia tego wydarzenia i szansy wzięcia udziału w budowaniu nowego świata, który po takiej katastrofie nastąpi. Nie wiem, czy nowy świat będzie lepszy, nie wiem też, czy któraś z w/w katastrof nastąpi, ale niestety uważam to za na tyle prawdopodobne, iż przygotowanie się przed tym jest moim obowiązkiem jako głowy rodziny (siem – ród, vit – władca = Siemovit).
Jedna rodzina to za mało, dlatego podejmuję ryzyko kooperacji z innymi, aby stworzyć masę krytyczną, konieczną moim zdaniem do efektywnego funkcjonowania takiej grupy.
Stworzenie malutkiej osady, złożonej z 4 jednostek mieszkalnych (każda po 1-4 homo sapiensy), docelowo w 100% samowystarczalnej, pozwalającej mieszkańcom przejść suchą stopą przez najgorsze czasy.
W czasach spokojnych życie mieszkańców takiej osady nie będzie zbytnie odbiegające od innych mieszkańców wioski – uprawianie własnej roli, hodowla własnych zwierząt, praca zarobkowa poza rolnictwem itd.
Podkreślę to raz jeszcze: to nie ma być zamknięty obóz dla świrów w głuszy! To ma być na pozór normalne miejsce, gdzie nie będziemy afiszować się z tym, że jesteśmy „przygotowani”. Zresztą, pierwsza zasada prepperingu mówi: „nikt nie może wiedzieć, że jesteś przygotowany”. Wszelcy internetowi preppersi, którzy trąbią o tym w koło są dla mnie groteskowi, tak samo jak te ich osady powszechnie znane. One pierwsze padną łupem, kiedy przyjdą złe czasy.
Mimo, że to życie nie będzie się bardzo różnić, istotne są liczne korzyści, które ci mieszkańcy będą czerpać z powodu takiego, a nie innego sposobu życia:
• Minimalne koszty stałe
• Korzystny efekt skali przy realizacji licznych potrzeb małej społeczności (edukacja, opieka nad dziećmi, transport)
• Niezależność od polityki, prawa, uzależnień, które system ciągle nakłada na ludzi.
Natomiast w czasie kryzysu Osada 2033 ma być szalupą ratunkową, która ma zmaksymalizować szanse na przeżycie trudnych czasów przez mieszkańców tego miejsca.
Osada ta ma zapewnić nam miejsce do życia do końca naszych dni. Nie jest to projekt tymczasowy, ale na długie lata, w tym dla naszych dzieci, jeśli zechcą prowadzić taki żywot. Zakładam, że około połowa z nas będzie normalnie pracować w ramach systemu, a druga połowa będzie bardziej pochłonięta organizacją Osady 2033.
Życie w naszej osadzie nie ma polegać na ciągłych wyrzeczeniach, ciągłym strachu i oczekiwaniu katastrofy. W „normalnych czasach” nasz poziom życia ma być znacząco wyższy od standardowego, ze względu na mniejszy stres, lepsze jedzenie, mniejsze promieniowanie.
Mamy korzystać z wszelkich dobrodziejstw systemu i obecnej technologii, ale w miarę możliwości odcinać się od tych wszystkich złych rzeczy, które z sobą niesie. Od ręki przychodzą mi tu na myśl:
• Bardzo niskiej jakości żywność, wręcz toksyczna coraz częściej
• Degenerujący system ekonomiczny, premiujący lenistwo, cwaniactwo, korupcję
• Dewastujący mózg system edukacyjny
• Zatrucie środowiska – nasz mały kawałek Ziemi możemy spróbować uczynić tak czystym, jak tylko to możliwe
• Coraz wyższe podatki, drenujące wszystkich pracujących
• Chore prawo, ograniczające, niemoralne. W miarę możliwości będzie żyć poza tym prawem. Ale w myśl założenia nr 4.
Minimalizm i efektywność to najważniejsze aspekty w naszym działaniu. To przede wszystkim nastawienie psychiczne do życia. Uświadomienie sobie, czego tak naprawdę potrzebuję, aby szczęśliwie żyć i przestać gonić za tym wszystkim, co reklamy mówią mi, że potrzebuję. Okaże się, że nasza mała społeczność może bardzo łatwo zapewnić nam wszystko to, co do życia niezbędne. Łatwo, bo działać mamy efektywnie, korzystając z technologii, odpowiednio planując na przyszłość i nie marnując zasobów.
"ciszej jedziesz dalej dotrzesz" - obowiązuje pewien poziom dyskrecji związanej z życiem w tej osadzie. Na pewno istniał będzie zakaz publikacji jakichkolwiek informacji o niej w Internecie. Nie chcemy, aby inni wiedzieli o naszej „sielance”, bo nie jest nam to do niczego potrzebne, a w czasie kryzysu tylko spowoduje, że staniemy się celem wygłodniałej hordy. Nie mamy się nikomu rzucać w oczy, dla postronnych mamy być prawie normalną osadą zwykłych ludzi, z sąsiadami rozmawiajmy nawet o polityce dla niepoznaki ;)
Chciałbym, aby każdy z członków tej małej społeczności wnosił unikatowe umiejętności, które będą uzupełniające w stosunku do pozostałych.
Przykładowe osoby/profesje, które są potrzebne:
• botanik
• inżynier/mechanik
• zootechnik
• "żołnierz"
• Zielarz
• Serowar (bardzo ważne, bo sery są świetnym źródłem tłuszczu i białka a także nadają się do długiego przechowywania)
Mam już w składzie: lekarz, budowniczy.
To może być dla Ciebie zaskakujące, ale od 10 lat przywodzę pewnej unikatowej społeczności. Nasz sprawdzony sposób podejmowania ważnych decyzji chcę przenieść na grunt Osady 2033. Jest to demokracja bezpośrednia i jednomyślna.
W praktyce:
Wszystkie ważne zagadnienia są decydowane podczas comiesięcznych obrad. Prawo głosu mają wszyscy pełnoprawni członkowie naszej społeczności (w tym przypadku – wszyscy dorośli mieszkańcy – dorośli w sensie psychicznym, nie prawnym). Kiedy jakiś temat jest sporny i nie możemy osiągnąć konsensusu, dyskutujemy go dogłębnie. Jeśli nadal nie ma jednomyślności, zostawiamy sprawę na jakiś czas do namysłu i później do niej wracamy. Jeśli nadal nie ma jednomyślności, nie podejmujemy decyzji w tej sprawie (nie zdarzyło się nigdy!).
Natomiast jeśli jedna osoba uporczywie blokuje postanowienia całej społeczności, wówczas odbywa się głosowanie nad wykluczeniem tej osoby. Jeśli wszyscy poza nią są na ten temat jednomyślni – zostaje wykluczona (nie zdarzyło się nigdy!).
Co daje taki system:
1. Każdy ma możliwość wypowiedzenia swojego zdania na forum. Skonfrontowania swojej opinii.
2. Decyzje w ten sposób podjęte są mocne, ponieważ każdy czuje się odpowiedzialny za ich podjęcie.
3. Decyzje są wyważone, przemyślane i nigdy skrajne.
Spójność osady mają zapewnić: przejrzyste zasady i jedność ideologiczna mieszkańców - chcę dobrać grupę wyznającą podobne wartości.
Nie chodzi tutaj o ideologię w stylu poglądów politycznych czy religijnych. Te sprawy są z mojego punktu widzenia zupełnie drugorzędne.
Jakie znaczenie w naszej wiosce będzie miało to, czy ktoś popiera Trumpa czy Bidena?
Wartości, o jakich myślę to np:
• Aby coś mieć, trzeba na to zapracować – niby oczywiste, lecz dzisiejsze społeczeństwo skutecznie oducza ludzi pracy. Uczy, że aby coś mieć, trzeba złożyć podanie, wyciągnąć rękę, trzeba patrzeć na „państwo”, a nie na siebie...
• Odpowiedzialność za siebie. Sam staram się żyć tak, aby być przydatny dla społeczności i nie być dla niej ciężarem. Mam tu na myśli dbałość o siebie, jako członka społeczności, która chce na mnie polegać. Dbałość o higienę duchową i fizyczną. Dbałość o zdrowie.
• Szacunek do „współlokatorów”, umiejętność wyrażania się z szacunkiem, umiejętność słuchania i szanowania poglądów innych
Kolejne etapy, jakie chciałbym osiągnąć przez pierwsze kilka lat funkcjonowania osady (zależy od uczestników, może już w rok uda się większość zrealizować):
• Niezależność w zakresie wody (studnia głębinowa, woda pod własnym ciśnieniem, praktycznie nieograniczona w ilości, bardzo dobra jakość)
• 80% niezależność w zakresie żywności (własne sery, jaja, warzywa, bulwy, grzyby, zioła, owoce, kupować tylko to, co nieefektywnie robić samemu, czyli np zboża)
• Niezależność w 100% jeśli chodzi o prąd i ogrzewanie (domy o bardzo małym poborze prądu, ogrzewanie słoneczne + opalanie drewnem w razie potrzeby)
• Zapasy na 12 mcy jedzenia dla wszystkich mieszkańców osady
• 100% niezależności w zakresie żywności
• Wysoki poziom obronności – odpowiedni arsenał, aby móc bronić się w czasach kryzysu
• Własne centrum medyczne – podstawowy sprzęt medyczny, który pozwoli na proste operacje i badania
• Bunkier
Zarówno założenia finansowe, dokładne zasady funkcjonowania, lokalizację i tego typu szczegóły podam tylko wybranym osobom na dalszym etapie rekrutacji.
Podsumowanie
Start: połowa 2022 roku.
Posiadam kilka gospodarstw rolnych, Osada 2033 powstanie na terenie jednego z nich.
Posiadam wiedzę na temat budownictwa.
Posiadam doświadczenie w zarządzaniu w trudnych sytuacjach, zarządzałem wieloma organizacjami od 5 do 50 osób.
Jestem piekielnie konsekwentny w realizacji celów.
Kogo szukam?
Dojrzałych ludzi o ugruntowanych poglądach.
Ludzi świadomych tego, jak system kierowany przez garstkę wykorzystuje całą resztę ludzkości.
Pracowitych i zaradnych. Jeśli miałbym do czegoś porównać naszą wioskę to bardziej do osady Amiszów niż do komuny hipisowskiej.
Idealnie jeśli posiadasz nieruchomość, którą możesz wynająć po przeprowadzce do Osady 2033, co da Ci duży komfort materialny i swobodę w dalszym działaniu.
Przemyśl to i napisz do mnie.
Na koniec opowiadanie, które napisałem rok temu...
Fakty historyczne: tuż przed południem 1 września 1859 roku, angielski astronom-amator Richard Christopher Carrington zaobserwował rozbłysk na Słońcu, który, jak to dziś wiemy utworzył koronalny wyrzut masy - czyli eksplozja w koronie naszej dziennej gwiazdy i wyrzut ogromnej ilości naładowanych cząstek. Obłok dotarł do Ziemi bardzo szybko, bo po 18 godzinach, gdy zazwyczaj czas ten wynosi 3–4 dni. Wyobraź sobie z jaką prędkością pędziły te cząsteczki? Nasze najszybsze satelity potrzebują miesięcy aby pokonać taki dystans. Wywołało to na Ziemi burzę słoneczną, najpotężniejszą w dotychczasowej pisanej historii, a rozpoczęła się ona 2 września. Zaburzenia ziemskiego magnetyzmu spowodowały awarie sieci telegraficznych w całej Europie i Ameryce Północnej, a nawet okazjonalne zapalanie się od iskier papieru w telegrafach. Zorza polarna widoczna wówczas na całym świecie, została zaobserwowana nawet na Karaibach, a w Górach Skalistych była tak jasna, że blask obudził kopaczy złota, którzy zaczęli przygotowywać śniadanie, myśląc, że to już poranek.
Apokalipsa 1 września 2033 roku. Obserwatoria astronomiczne na całym świecie dostrzegają wielki rozbłysk na Słońcu. Wiedząc co za tym idzie, ogłaszają alarm. Na całym globie wyłączane są elektrownie, w miarę możliwości rozłączana jest sieć elektryczna i internetowa. Jest bardzo mało czasu, niecała doba. Większości zaplanowanych działań ratunkowych nie udaje się zrealizować, co gorsza, obserwatoria donoszą, że wybuch na słońcu jest większy niż kiedykolwiek, nawet większy od tego z połowy XIX wieku.
Burza słoneczna rozpoczyna się następnego dnia - 2 września 2033 roku. Na początku praktycznie zdmuchnięte zostają wszystkie nasze satelity - dochodzi kompletnej awarii elektroniki, po czym tracimy z nimi kontakt, bez sterowania stopniowo zbaczają one ze swoich bezpiecznych torów paląc się w atmosferze Ziemi. Słoneczny podmuch paraliżuje całą sieć elektryczną na powierzchni naszej planety. Dochodzi do przeładowania, zwarcia, przepalania się tranzystorów, baterii, powstają tysiące wybuchów i podążających za nimi pożarów. W jednym momencie całą ludzkość pozostaje bez prądu i bez komunikacji. W ciągu kilku godzin z rozwiniętej cywilizacji cyfrowej cofamy się do średniowiecza - praktycznie żadne urządzenia elektroniczne nie działają, a resztki tych, które działają, służą tylko tak długo, jak długo starcza im baterii.
Rozpoczyna się ogromna panika. Miliardy ludzi ruszają do sklepów, aby zdobyć żywność. Szczęście mają ci, którzy posiadają stary samochód - ten ma szansę odpalić, bo wszystkie nowoczesne pojazdy mają spaloną elektronikę. W sklepach dochodzi do walk, ludzie szybko łączą się w niewielkie grupy znajomych, aby wspólnie skutecznie plądrować sklepy, magazyny, porzucone ciężarówki. Najcenniejszą walutą okazują się relacje – zaufanie, którym darzą cię inni ludzie. Wspólnie konwojują jedzenie do swoich bezpiecznych miejsc. Nie ma też wody pitnej, bo brak prądu to brak pomp, więc z kranów nie leje się woda. Już w pierwszej dobie po słonecznej burzy jest tysiące zabitych - ludzi w szpitalach, na statkach które nie zdążyły przybić do brzegu, uwięzionych w swoich mieszkaniach... smart-home’ach. Jednak najwięcej ludzi ginie w walkach o żywność. Na początku wszystko przebiegało w miarę spokojnie, ale szybko panika wzięła górę na racjonalnością. Wystarczy jeden zapłon w uporządkowanej kolejce ludzi po żywność aby wybuchła walka. Brak dostępu do informacji powoduje wielką dezorientacje. Ludzie nie mają pojęcia jaka jest skala problemu i czy jest jakakolwiek nadzieja na ratunek, podejmują kroki w desperacji. Nawet wojsko i policja, które mogłyby nieco pomóc, są sparaliżowane brakiem komunikacji i koordynacji.
Po dwóch, trzech dobach większości ludzi zaczyna brakować jedzenia, a nade wszystko wody. Wiele zapasów psuje się w lodówkach bez prądu. Zdesperowani próbują pić wodę z rzek. W większości przypadków powoduje to biegunkę - czyli odwodnienie, a często także poważne zakażenie bakteryjne. Masa zdesperowanych ludzi opuszcza miasta, gdyż wieś daje jakąkolwiek nadzieje na przetrwanie. Bardzo niewiele osób ma sprawny stary samochód dymiący dieslem. Zdecydowana większość wyrusza pieszo. Ludzie ci są zupełnie nie przygotowani do kilkunastokilometrowego marszu, szczególnie z dużym obciążeniem, bo każdy chce zabrać z sobą najcenniejsze rzeczy. Zdarzają się ludzie, którzy w swoich plecakach znaleźli miejsce na smartfon i laptop. Wrześniowe noce są chłodne, często też pada deszcz. Spora część z tych, którzy opuścili miasta w nadziei na znalezienie wody, nie potrafi przejść nawet 20 kilometrów. Padają z głodu, odwodnienia, wycieńczenia, zimna lub po prostu zabici przez innych, którzy pragną splądrować ich skąpe zapasy.
Fala zdesperowanych ludzi dociera do wsi. Ludzie tutaj są znacznie lepiej przygotowani - mają zapasy często na wiele miesięcy - bo przecież ich zwierzęta nie ucierpiały od słonecznej burzy, a pasza dla nich w dużej mierze nadaje się także dla ludzi. Mają też praktycznie niekończące się zapasy wody w studni. Ich największym zagrożeniem jest masa idących z miast zombie. Dochodzi do zaciekłych walk. Ludzie na wsi muszą łączyć się w grupy, aby całą dobę móc strzec swoich zwierząt i zapasów, a w razie zagrożenia alarmować członków społeczności i wspólnie stawać do walki. Z większością wynędzniałych mieszczuchów łatwo dają sobie radę, lecz do wsi docierają też dobrze zorganizowane grupy z miast, które już na początku apokalipsy zostały połączone zwykle pod charyzmatycznym przywództwem lokalnego lidera. Grupy te stanowią ogromne zagrożenie dla mieszkańców wsi: mają samochody, zapasy ropy, zwykle broń ze zrabowanych sklepów, są dobrze odżywieni, silni i zorganizowani. Dochodzi do napadów na wspólnoty wiejskie, rabowania zapasów, zbijania zwierząt. Oczywiście leje się krew i mnóstwo ludzi ginie w tych walkach. Najcenniejsze są krowy - są dość łatwe w utrzymaniu, a dają wiele litrów cennego mleka dziennie. Miejskie gangi starają się przejmować najlepsze gospodarstwa rolne wraz ze zwierzętami i w bardzo wielu przypadkach im się to udaje. Jest mnóstwo zabitych, ale po kilku tygodniach sytuacja się nieco stabilizuje...
7 październik 2033: Ludzie żyją w osobowych wspólnotach na terenach wiejskich. Muszą być uzbrojeni, bo inaczej nie przetrwaliby tak długo ciągłych ataków zdesperowanych jednostek lub zorganizowanych band. Już prawie nikt nie posiada sprawnego pojazdu spalinowego, a te ciągle działające są trzymane na najważniejsze chwile. Transport odbywa się głównie pieszo, rowerem, czasem konno. Ponad 90% ludzkiej populacji zmarła w przeciągu ostatniego miesiąca. Najwięcej gnijących ciał jest w miastach i wokół nich. Psy, kruki oraz szczury ucztują. Tak duże przerzedzenie populacji powoduje, że dla pozostałych kilku procent ludzi zostało naprawdę dużo zapasów - tony ryżu, kaszy, ziemniaków - wszystko to, czego nie zdążyli zjeść ci, którzy zmarli wcześniej. Konflikty pomiędzy wspólnotami są coraz rzadsze, sytuacja się stabilizuje i ludzie dzielą sobie ziemię na strefy wpływów. Na nowo rodzą się organizacje podobne do państw - wspólnoty łączą się w sojusze i wyznaczają sobie wspólne zasady, cele, władzę. Zwykle jest to dyktatura lub oligarchia, ale czasami też porywają się na demokrację bezpośrednią. Powoli odradza się także handel, ale nie jest on oczywiście oparty na bezwartościowych papierkach, lecz na kruszcach, w które ludzie wierzą od tysięcy lat: złocie, srebrze, a nawet miedzi czy cynie. Stopniowo udaje się uruchamiać generatory prądu, ale nie są one kluczowe w tym momencie, bo prawie nie ma zdatnych do działania urządzeń elektrycznych. Zdecydowanie ważniejsi są lekarze, którzy potrafią improwizować i leczyć w ekstremalnych warunkach, wszelkiego rodzaju szamani i wiedźmy cieszą się ogromną estymą. Społeczeństwo ludzkie zaczyna się dobudowywać, ale dzieje się to już na zupełnie innych zasadach niż przed 1 września 2033 roku...
PS
Trochę w związku z tym... miałem też sen:
Śniło mi się, że w związku z virusem, zarządzono przymusową kwarantannę wszystkich ludzi na ziemi, w przygotowanych do tego celu jednoosobowych celach. Stałem w długiej kolejce ludzi, podobnej jak na lotniskach do kontroli na bramkach wykrywających metal i prześwietlających nasz bagaż. Na początku oddawaliśmy wszystkie nasze osobiste przedmioty do takich plastikowych kontenerków i mieliśmy je odzyskać po zakończeniu kwarantanny. Na kolejnym etapie zdejmowaliśmy całe ubranie i dostawaliśmy specjalne, czyste, na czas kwarantanny. Wreszcie, w tym wdzianku doszliśmy do kolejnej stacji na trasie naszej kolejki, gdzie podawano nam dwie tabletki. Obserwowałem jak zmienia się zachowanie ludzi, którzy te tabletki połykają. Tracą oni kontakt z rzeczywistością, stają się otępiali. Dostałem swoje tabletki, ale udawałem że je zjadłem, a tak naprawdę wyrzuciłem. Zachowałem trzeźwość umysłu. Dalej już rozdzielano nas i kierowano do naszych pokoi. Wtedy zdałem sobie sprawę co się tutaj naprawdę dzieje: ludzie nie są kierowani do pokojów, tylko do kotła gdzie są spalani. Do ich telefonów, pozostawionych w plastikowych kontenerkach podpinane były czatboty, które odpisywały na SMSy ich znajomych i rodziny, a jako że miały dostęp do całej historii naszych rozmów, robiły to dokładnie tak samo, jakbyśmy to byli my sami. Oczywiście, żeby nie budzić paniki owiec idących za rzeź, bo cała akcja trwała wiele dni, SMSy były w stylu "wszystko jest fajnie, nie martw się, dostałam ładny pokój, tylko nie można tutaj rozmawiać przez telefon, dlatego piszę SMS". Postanowiłem uciec. Obudziłem się.
Mam na imię Ziemowit.
Od 20 lat zajmuję się zarządzaniem.
Jestem prezesem Stowarzyszenia Słowian Doliny Wisłoki Palana Gera
Jestem prezesem Fundacji Educare et Servire
Jestem doświadczony w realizacji trudnych celów
Więcej o sobie opowiem Ci na spotkaniu na żywo.
Kontakt: ziemowit@osadaslowianska.pl